Aktualności
2010-05-28
Większy klub radnych PO
Klub Radnych Platformy Obywatelskiej RP w Radzie Miejskiej Kalisza, podjął jednogłośnie decyzję o przyjecie w swoje szeregi niezrzeszonego dotąd radnego Artura Dembnego. Radny Dembny złożył akces do klubu radnych PO RP jako osoba niezależna i bezpartyjna. Za przyjęciem w poczet radnych PO zadecydowała pozytywna ocena jego pracy merytorycznej na komisjach i sesjach Rady Miejskiej oraz trafna diagnoza i ocena bieżącej sytuacji politycznej w naszym mieście, której prezentacje publiczną zamieszczamy poniżej:Stowarzyszenie „Samorządny Kalisz” wraz z Prezydentem Januszem Pęcherzem rządzi Kaliszem już od 8 lat. Od samego początku prowadzi sprytną politykę mamienia kaliszan widowiskowymi sukcesami o charakterze igrzysk. Władze Miasta nie koncentrują się na tworzeniu nowych miejsc pracy w przemyśle – ograniczają się do wpuszczania na lokalny rynek kolejnych hipermarketów, które co prawda zapewniają zatrudnienie, ale z psim wynagrodzeniem. Jaki to ma wpływ na gospodarkę Kalisza? Ano taki, że po 8 latach już widać, że, „bogacenie się” Miasta, którym przechwala się Pan Prezydent Janusz Pęcherz, zostało osiągnięte kredytami, a nie zwiększającymi się własnymi dochodami. Kredyty trzeba będzie kiedyś oddać. Co nam to przypomina? Epokę Towarzysza Gierka niestety…
Trudno zresztą się dziwić, że Samorządny Kalisz stosuje takie rozwiązania. Wszakże trzon jego członków swoje najlepsze lata przeżył właśnie w tej epoce, a nawet ją współtworzył. Musi więc do niej czuć sentyment.
Taka technologia rządzenia Kaliszem już dawno została zdemaskowana przez radnych opozycji. Ich głos ginie jednak w gąszczu „propagandy sukcesu” uprawianej przez Ratusz. Przeciętny wyborca Prezydenta Pęcherza nie wnika bowiem w budżet miasta, mało też interesuje się długofalowymi strategiami a raczej ich brakiem. Zwykły Kowalski patrzy raczej na swoje miasto przez pryzmat wybudowanej hali Arena, powstającej właśnie Trasy Bursztynowej, czy wykonanych ulic osiedlowych. Mieszkańcy „kupują” zatem to, co im się podsuwa. To tak, jak z kupnem używanego samochodu na giełdzie – na wierzchu wszystko jest wypacykowane i ładnie się błyszczy, a w środku rdza podżera już filary konstrukcji. Najważniejsze, jest to, aby wszystko było cacy na moment zakupu, czyli przy urnie wyborczej. Polerowanie więc odbywa się raz na cztery lata.
Wracając jeszcze na chwilę do Gierka, jak zapewne wszyscy pamiętają – w latach 70-tych było podobnie: Polakom podobał się pozorny skok cywilizacyjny, budowane fabryki (o tym, że do niczego niepotrzebne i przestarzałe, przyszło dowiedzieć się po fakcie), dwupasmowe drogi do Katowic. Wszystko powstawało na kredyt. Polska była według mniemania ówczesnych władz ósmą potęgą świata. Słuchając wynurzeń Władz Miasta można odnieść wrażenie, że podobnie myśli o swojej obecnej polityce uprawianej w Kaliszu. Niestety, niezależne kapituły, które od czasu do czasu organizują dla miast konkursy atrakcyjności inwestycyjnej, na temat Kalisza mają całkowicie odmienne zdanie, nieraz nawet nie klasyfikują naszego miasta. Widać, nie poznali się na naszej wartości.
Radni Platformy Obywatelskiej oraz moja skromna osoba (która na ostatniej sesji dołączyła do ich klubu) a także – od czasu do czasu - radny Bogdan Nowacki, od dawna starają się obnażyć ten styl dziania, bezlitośnie ujawniając wszelkie jego przywary. Czy stosowany przez nas „artyleryjski ostrzał” propagandowej twierdzy Samorządnego Kalisza jest skuteczny, tego na razie nie wiemy. Na pewno jednak w ostatnim miesiącu udało się przyczynić mocno do tego, aby wszyscy ujrzeli wreszcie prawdziwe wnętrze finansowej sytuacji miasta, a nie tylko odmalowaną fasadę. Wymiana argumentacji, którą sprowokowałem, krytykując zadłużenie Kalisza, okazała się już nie ostrzałem twierdzy, ale prawdziwą bombą kasetową. Przypomnijmy po krótce o co chodzi.
Miesiąc temu odbywała się sesja absolutoryjna, na której Rada Miejska miała zatwierdzić wykonanie budżetu z roku 2009. W atmosferze strachu i paniki (na sali nie było wszystkich radnych koalicji rządzącej miastem), udało się przegłosować absolutorium, ale przy przewadze zaledwie jednego głosu. Przy okazji głosowania nad absolutorium, które jest czymś w rodzaju skwitowania poczynań władz miasta w roku ubiegłym, zazwyczaj wszystkie siły polityczne w radzie wygłaszają swoje oświadczenia. Platforma Obywatelska niezmiennie, corocznie obnaża wszystkie aspekty polityki Pana Prezydenta, wytykając popełnione przez niego kardynalne błędy w zarządzaniu miastem, PiS – stłamszony i przekupiony milczy, reprezentant Samorządnego Kalisza naskakuje na radnych PO wytykając, że uprawiają politykę i nigdy nic im się nie podoba. Ja, zazwyczaj występowałem przy podobnych okazjach krótko i niepolitycznie, przedstawiając kilka wykresów obrazujących stan budżetu Kalisza i przestrzegałem przez zbliżającą się górą lodową. Ale tych ostrzeżeń nikt nie brał na poważnie. No bo przecież jest tak pięknie. Kto bym tam oglądał jakieś wykresy?
Na sesji absolutoryjnej w kwietniu milczałem jednak jak grób, a swój stosunek do budżetu z 2009 roku wyraziłem tylko głosowaniem na „nie” (podobnie zagłosowała PO). I to uśpiło Samorządny Kalisz. Prawdziwy granat do szamba wpadł jednak następnego dnia, gdy do wszystkich kaliskich redakcji trafił mój komentarz do absolutorium, w którym wykazałem, jak w ciągu ostatnich 8 lat drastycznie narastał deficyt miejskiego budżetu i jak rosło jego zadłużenie. Wyraziłem też swój stosunek do machinacji wolnymi środkami i inwestycjami: „Jak co roku powtarzana jest ta sama zabawa: najpierw na etapie projektu w inwestycjach obiecywanych jest wiele gruszek na wierzbie, które potem nie są realizowane, z czego m.in. powstają wolne środki. Szerszej publiczności „sprzedawana” jest informacja, że budżet był świetny, więc pojawiła się nadwyżka finansowa (wolne środki), która może zostać rozdana na różne politycznie „potrzebne” cele. Ale wydatki i tak są większe niż przychody, więc powstaje deficyt budżetowy, na sfinansowanie którego co roku brany jest kredyt bankowy. Gdy patrzy się na rosnącą co roku sumę budżetową naszego Miasta, widać jak na dłoni, że w dużej części powstała ona w ostatnich latach z kumulującego się deficytu.”. Siła rażenia tego komentarza polegała na tym, że pokazał on, jak ten deficyt zmieniał się w czasie na coraz większy, nie poprzestając na odniesieniu się tylko do jego jednorocznej wielkości, wyjętej z kontekstu.
Temat bardzo szybko podchwycili dziennikarze. Już w następnym tygodniu w lokalnych mediach poinformowano kaliszan, jak wygląda rzeczywisty stan finansów grodu nad Prosną, w niektórych tygodnikach („Życie Kalisza”) był to nawet temat nr 1 na pierwszej stronie.
W Samorządnym Kaliszu nastąpiła zapewne konsternacja a ujawnienie tej informacji oceniono chyba jako bardzo poważne zagrożenie dla jego politycznego wizerunku, bo już po kilku dniach zwołano specjalną konferencję prasową, na której Prezydent Janusz Pęcherz tłumaczył, że to nie jest prawda, że jest tak źle, bo w rzeczywistości jest super, a radny i dziennikarze pomylili pojęcia deficytu i zadłużenia. A branie kredytów jest wskazane, bo dzięki nim można uruchomić inwestycje. I dzięki tym kredytom Kalisz rozwija się tak pięknie, że w natłoku sukcesów nawet nie nadążamy tego zauważyć. Pan Prezydent sam jednak udowodnił w wywiadzie prasowym, że deficyt z zadłużeniem można uznać za coś tożsamego, bo powiedział – „Musimy też pokazać, jak chcemy ten deficyt zrównoważyć: kredytem albo pożyczką”. Jedno więc wynika z drugiego. Jedno i drugie także nieustannie przyrasta.
A teraz będzie najlepsze – już tydzień później władze miasta strzeliły sobie „samobója” podważającego wiarygodność własnych zapewnień, podsyłając radnym projekt uchwały w sprawie zaciągnięcia następnego kredytu, tym razem na 48 milionów złotych. Po co, skoro jest tak dobrze? Tym razem z trzech powodów: na uzupełnienie, jak to napisano, „przejściowego deficytu w budżecie w kwocie 5 milionów złotych” („przejściowo” w kasie miejskiej brakuje więc już 5 milionów złotych!), na opłacenie rocznego deficytu budżetowego 12 milionów i na – UWAGA! – spłacenie wcześniejszych kredytów w wysokości 35 milionów złotych. Jak widać z tych liczb, miasto bierze coraz większe kredyty na spłatę wcześniejszych, bo nie może ich obsłużyć dochodami własnymi. Czy za rok należy się spodziewać kolejnej uchwały o kredycie, jeszcze większej niż 48 milionów? Pewnie tak, bo nie chce nam się wierzyć, że nagle spadnie taka manna z nieba, która spowoduje skokowy przyrost dochodów miasta. Bo niby z czego miałaby powstać? Ale w roku wyborczym tak skonstruowano budżet, że z liczb wynika, iż tym razem uda się tak zrobić. Z tego powodu nazwałem nawet Pana Prezydenta Harrym Poterem finansów, pytając retorycznie: „Czy w roku wyborczym budżet zostanie zdławiony na siłę, a deficyt zostanie ukryty w kredycie bankowym, żeby wszystko ładniej wyglądało?”
W tym momencie było już widać, że Twierdza Samorządnego Kalisza została wreszcie skutecznie trafiona i to tak mocno, że aż zachwiała się w posadach. Kolejną próbę rozpaczliwej obrony władze miasta podjęły na zeszłotygodniowej, majowej sesji Rady Miejskiej. Prezydent Janusz Pęcherz, wyposażony w rzutnik i ekran, rozpoczął wykład o tym, że budżet jest wspaniały, żadnego zagrożenia nie ma, możemy się nawet zadłużać dalej i mocniej, najlepiej tak, jak w Krakowie, gdzie Prezydent przestał się przejmować dopuszczalnymi granicami zadłużenia i – naruszając prawo – zaczął je przekraczać. Pan Prezydent pokazywał przy tym przykłady budżetów innych miast w Polsce. Dużo czasu poświęcił też osiągnięciem – temu co zostało za jego kadencji w Kaliszu wybudowane.
Widać było jak na dłoni, że emocje Prezydenta rozsadzają – podenerwowany, czerwony na twarzy. Pewnie dlatego nie zauważył, że przedstawił podczas tego emocjonalnego wystąpienia dane i fakty, które… stały się wodą na młyn mojej dalszej wypowiedzi.
Riposta była następująca: „W niektórych momentach jest mi nawet Was żal – bo jesteście tacy nieporadni. Próbujecie zwalczyć moje wypowiedzi atakiem, że krytykuję osiągnięcia inwestycyjne. Strzelacie nie tam, gdzie trzeba! Kiedy i gdzie tak powiedziałem? Nigdy i nigdzie. Z osiągnięć cieszą się wszyscy – nawet opozycja. Ja tylko z uporem maniaka krytykuję sposób sfinansowania tych osiągnięć. Proszę więc nie odwracać uwagi od meritum” – i dalej: „Ile razy mówiłem, że nie macie żadnej wizji ściągnięcia do Kalisza inwestorów? Zrobiliście np. strefę ekonomiczną na terenie, który jest obecnie zalany wodą. To inwestorzy, tworzący nowe miejsca pracy powinni sfinansować nam nasze inwestycje a nie kredyty bankowe” – zaś, odnosząc się do przywołanego przez Prezydenta Janusza Pęcherza przykładu zadłużenia w innych miastach – „Pokazał Pan przykłady zadłużenia innych miast, m.in. Krakowa, gdzie jest ono już na maksymalnym poziomie 60% oraz Poznania, gdzie ten wskaźnik jest o połowę niższy. Wolałbym od Pana usłyszeć, że chcemy naśladować Poznań i działać po wielkopolsku, szukając źródeł zwiększenia własnych przychodów, a nie Kraków - który tak bardzo się Panu podoba. Kto ma być dla nas wzorem do naśladowania? Najlepsi czy najgorsi?”.
Poza tym, ja nie mówię, że budżet jest zagrożony, a jedynie zmierza nieuchronnie w tym kierunku. Dane nie kłamią.
I to jest chyba niestety sedno sprawy. Ratuszowe władze nie mają pomysłu na przyciągnięcie inwestorów, którzy wybudowaliby fabryki, zatrudnili ludzi, a następnie zaczęli tutaj płacić podatki. Hipermarkety mają swoje centrale w Warszawie i tam idzie ich podatek dochodowy. Kalisz ma też bardzo nikłą skuteczność w pozyskiwaniu środków unijnych. Przegrywamy wszystkie możliwe konkursy. Miasto musi więc sięgać po kredyt bankowy. I robi to konsekwentnie, z roku na rok powiększając długi, które już teraz sięgają 160 mln złotych. W efekcie, ten ogromny przyrost majątku miasta, którym przechwala się Prezydent Janusz Pęcherz, można na razie między bajki włożyć. To będzie majątek miasta, kiedyś, jak zostaną spłacone kredyty. A kredytu za rok i tak nie spłacimy, bo ze względu na kryzys, dynamika wzrostu jego przychodów bardzo spadła.
I na koniec jeszcze komiczna wypowiedź Wiceprezydenta Daniela Sztandery, który zapytany przez Redaktora Jakuba Banasiaka z „Życia Kalisza”, jak może skomentować moje pytanie, czy zabraknie 5 mln zł na bieżące funkcjonowanie, odpowiedział: „Śmiać mi się chce…”, po czym dał się złapać jak dziecko w sidła zastawione zaledwie kilka pytań dalej przez Redaktora Banasiaka, który drążył temat: „Można porównać sytuację miejskiego budżetu do sytuacji w firmie? Jeśli ktoś mi nie płaci faktur, biorę szybką pożyczkę na bieżące funkcjonowanie, tak?”. I co odpowiedział Pan Prezydent? – „Dokładnie tak.”
To teraz mnie się chce śmiać z Pana Wiceprezydenta…
Artur Dembny
Radny Rady Miejskie Kalisza
Klub Radnych Platformy Obywatelskiej




