Aktualności

2010-02-17

Zamiatanie w MZBM


Ubiegłoroczna kontrola wewnętrzna w MZBM i zmiana dyrektora powinny przynosić już oczekiwane efekty. Czy tak jest? Pyta o to radny Sławomir Chrzanowski, a dyrektor Wojciech Bachor opowiada o tym, co zastał w tej firmie i jakie ma zamiary na przyszłość


Na razie jednak wciąż nie rozliczona pozostaje przeszłość. Kontrola, która objęła tylko 2009 rok, stwierdziła m.in. zaniechanie działań w zakresie ściągalności zaległych należności. – Dochodziło do sytuacji, w której jako pierwsze wysyłane były wezwania przedsądowe, bez wcześniejszego wysłania wezwania do zapłaty. Były też przypadki, w których – mimo niewywiązania się najemców z postanowień zawartych ugód – nie podjęto działań określonych w tych ugodach. W wielu przypadkach nie podjęto w ogóle żadnych czynności windykacyjnych – przypomina radny Sławomir Chrzanowski. Kolejne wykryte nieprawidłowości to m.in. błędy i braki księgowe, a także brak możliwości uzyskania danych z programów komputerowych stosowanych w Miejskim Zarządzie Budynków Mieszkalnych. To ostatnie skutkowało niemożnością uzyskania informacji na temat, kiedy powstało zadłużenie danego lokatora, ani powiązania dokonywanych wpłat z powstałymi zaległościami. – O ile trudno dyskutować z uchybieniami, które są w zakresie prac głównego księgowego, o tyle w przedmiocie dysponowania przez MZBM przestarzałym oprogramowaniem służącym do pozyskiwania kluczowych danych do poprawnego funkcjonowania, to już uchybienie dużego kalibru. Nasuwa się pytanie, czy aby panu dyrektorowi nie było wygodnie z tak działającym systemem? Jeśli idzie o zaniedbania w zakresie czynności windykacyjnych, to już sprawa staje się bardzo poważna. Narusza bowiem ustawę o finansach publicznych, ustawę o pracownikach samorządowych, ale także świadczy o braku kontroli i nadzoru – wytacza coraz cięższe działa radny i pyta, czy MZBM ma już za sobą ten okres błędów i niemocy?
Nowy dyrektor Wojciech Bachor odpowiada na to pytanie twierdząco. – Te zaniedbania niweluję każdego dnia. Staram się też zmieniać podejście ludzi do pracy. Mam dwa cele: poprawić ściągalność należności i pozyskane pieniądze przeznaczyć na remonty. Ściągalność poprawiła się już w grudniu, gdy więcej ludzi wpłaciło pieniądze do kasy, niż wynikałoby to z bieżących przypisów. Oznacza to, że poza bieżącymi płatnościami zwiększyła się też ściągalność płatności zaległych. Te pieniądze są bardzo potrzebne. Mamy masę przeciekających dachów, złe ogrzewanie, wypadające okna, nie mówiąc już o estetyce klatek schodowych. Mam poczucie wstydu wobec tych lokatorów, którzy płacą bardzo sumiennie. Ci ludzie są dla mnie siłą napędową do tego, aby zmusić tych, którzy nie płacą, żeby płacili – mówi dyrektor i zastrzega, że przypadek każdego dłużnika rozpatrywany jest indywidualnie. – Mam na przykład przypadek pewnej pani, która przechodzi teraz z zasobów MZBM do KTBS. Ona ma u nas niedopłatę od 2002 roku i przez cały ten czas żyła w nieświadomości, że ją ma, bo nikt jej o tym nie poinformował. Teraz musi zapłacić wszystko wraz z odsetkami, bo to jest pieniądz podlegający ustawie o finansach publicznych. Dużo było winy MZBM w tym, że ktoś nie płacił. Do dziś przychodzą do mnie ludzie i mówią, że nie wiedzieli, że mają nadpłatę czy niedopłatę. Wszystkie te braki są w tej chwili uzupełniane – zapewnia dyrektor.
Rodzi się pytanie, czy tak poważne zaniedbania, skutkujące niegospodarnością idącą w miliony złotych, nie powinny znaleźć finału w sądzie, albo przynajmniej u rzecznika dyscypliny finansów publicznych? – Za cały ten bałagan wprost odpowiedzialny jest główny księgowy. Po objęciu przeze mnie stanowiska po kilku dniach go zwolniłem. Ale on poszedł ze skargą do sądu i sprawa w tej chwili jest w toku… Nie wiem. Nie chcę oceniać przeszłości. Moje działania nakierowane są na przyszłość – deklaruje W. Bachor.

Źródło: Życie Kalisza